77
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Quenthel Baenre dnia Maj 18, 2015, 14:40:00 »
Cisza, jak zawsze panowała w Pałacu. Krok za krokiem, jak reszta Drowów niesłyszalna, Matka Przełożona szła korytarzem, ku jednym z większych drzwi. Suknia ciągnęła się za nią, nie krępując zarazem ruchów. W końcu to Ona sama ją zrobiła. Jej godło. Szła dalej, a węże, owinięte dookoła Jej lewego przedramienia spały. Podobnie jak część umysłu. Bo jakżeby inaczej ta druga pracowała na wysokich obrotach. Zwolniła, by odgarnąć włosy i zmrużyć ciemne oczy.
-Lolth dopomóż.
Rzekła twardym głosem, a drzwi ustąpiły pod jej spojrzeniem
Weszła do sali, która zajmowała całą wielką jaskinię, stalaktyty i stalagmity łączyły się w niej, w kolumny, podpierające strop. Gargulce patrzyły na nią, swymi kamiennymi oczyma, oceniając Ją. A zimne pyski szczerzyły się w grymasie pogardy. Sama z chęcią by taki przybrała gdyby nie to, że jej oczom ukazało się siedem kobiet. Siedem par oczu zwróciło się ku Niej. Sala była okrągła, stworzona rękami Drowów. Przez nich, w stalaktytach stworzono misterne rysunki i ozdoby, które świeciły, tak by nie ranić oczy panów, którzy je stworzyli. Ciemność zionęła w jej stronę swoim zapachem i owinęła się w okół niej. Prawie jak w domu, prawie gdyby nie to stado siedmiu harpii.
-Witam zgromadzenie.
Spokojny, mocny głos, wydobył się z jej ust, a jeden z węży na jej ręce się poruszył.
-Chcą krwi twego Syn.
-Czemu?
-Chcą krwi prawdziwego samca.
-Nie dostaną jej.
-On jest Ssssssammm.
-Jest.
Drugi wąż dołączył się do rozmowy.
-Del' Armgo boją się. Ona ssssssię boi.
-Ma czego. Zamilknijcie teraz.
Zmrużyła oczy, gdy szła na swoje miejsce, gdzie stało Jej krzesło. U góry stołu, ułożonego w znak Pajęczej pani Lolth.
-Jak was poinformowano, dzisiaj w nocy umrze jeden z domów.
Spojrzała na twarze kobiet. Starsze, młodsze, piękne i mniej piękne. W Podmroku tylko plebs był brzydki. Usiadła w końcu, co oznaczało, że reszta także może. Znowu wszystko działo się w zupełnej ciszy.
-Pani, one pozwolą.
-Muszą.
-Ale jeżeli Tossun poniesie porażkę.....
-Nie waż się nawet o niej mówić. Jeżeli poniesie porażkę, to to będzie jego....i moja ostatnia rzecz w życiu.
Węże znowu umilkły. Czysta, niezmącona cisza panowała dookoła Niej, jak i w niej samej. Kobiety siedziały wyprężone jak struny, tylko ona opanowała do końca trudną sztukę udawanego rozluźnienia.
-Moje słowo się rzekło i takoż dzisiaj w nocy Dom Del' Armgo zostanie unicestwiony przez dom Baenre. Jeżeli takoż się nie stanie, inne domy mają pełne prawo zniszczyć ród Banrae. A także rozpocząć walki co do domu, który miałby rządzić.
Patrzyła przed siebie, by przy tych słowach przejść wzrokiem po Matkach. Wszystkie chciały być wyżej, wszystkie chciały rządzić. Małe, głupie suki, wykrzywiła się w myśli. Nie to, że zamieniłybyście nasze ziemie w burdel, to jeszcze bogactwa by wam się zachciało.
-Czas na wasze słowo, drogie panie.
Jak zawsze, to na najstarszą, zaraz po niej, najważniejszą Matkę spojrzała. A że też była to pobladła, Matka Domy Del' Armgo to cóż zrobić. Przełknęła ślinę, a gdy wszystkie zebrane panie się na nią popatrzyły, wstała i przemówiła.
-Twe słowo jest zgodne z Naszym prawem i tak też się stanie. Niech ta Która chce się sprzeciwić wyrzeknie swe słowo teraz, bądź zamilknie na wieki.
Chwila przerwy. Cisza dłużyła się, a Quenthel zauważyła, że trzy Matki poruszyły się lekko. Więc tutaj mamy następne bitwy. Niezauważalny cień uśmiechu przebiegł jej przez twarz.
-Dzisiejsza Noc okaże się zgubieniem dla jednego, bądź obu Domów. Niech się stanie z życzeniem i wolą Lolth.
Matka Del' Armago usiadła z powrotem i pobladła.
-Świetnie, więc i takoż naszą radę można uznać za zakończoną. Niech Lolth nad nami czuwa.
Quenthel wypowiedziała te słowa i podparła podbródek dłonią. Matki wstały, ukłoniły się jej zimnym, czarnym oczom i wyszły. Została sama, jak zawsze. Samotność tylko nie mogła jej zdradzić. Oparła się z cichym westchnieniem i spojrzała na znak Lolth, w niemej modlitwie.
***
**
*
Wysoki Drow, zakuty w ciemną zbroje, jak znikąd zjawił się przy Tossun'ie.
-Pozdrowienia od Matki Przełożonej, Pierwsze Ostrze. Rada zakończyła się przed paroma momentami. Matka rzecze, iż z pomocą Lolth masz dzisiaj kroczyć ku chwale Domu Baenrów, a być nie poniósł porażki przesyła Ci swe błogosławieństwo od samej Lolth. Krocz ku chwale Domu Baenre.
Ukłonił się, nie patrząc mu ani na chwilę w oczy i odszedł. Do swojej pani, by wrócić i znowu wykonać to co mu będzie kazano.